Przyjazd do Algierii cz. 22

By admin

Styczeń 29, 2017 Wyjazd do Algierii No comments

Statek chyżo zbliżał się do lądu, mgła powoli unosiła się w obłokach w górę. Już widać wyraźnie całą wielką, jak symbol islamu pół księżycowatą zatokę Algieru, a chociaż wielką się wydaje, przecież nie chce się wierzyć, że ma dwadzieścia kilometrów szerokości, a na milę jest wklęsłą. Jej południowa, lewa od wjazdu strona, jest do większej połowy niziną, ale po za tym płaskim lądem piętrzą się fale pagórków i gór coraz wyżej i wyżej, aż kończą się na widnokręgu poważnymi, nieledwo groźnymi górami, spowitymi dziś w mgłach sinych. To najwyższe szczyty algierskiego Atlasu, Dżjurdżjura, niedostępny niegdyś dla Rzymian Mons ferratus, który w maju jeszcze wieńczy głowę śnieżną zimą, nosi na ramionach wiosnę, tuli w łonie jesień, kiedy lato drzemie już u stóp jego. Prawa strona zatoki jest górzysta. Jej wzgórza, tak zwanego Sahelu, są spadziste, po przeżynane wąskimi parowami, płowe, upstrzone tu i owdzie ciemną zielonością, na tle której błyszczą się jak białe plamki jakieś domostwa.

Właśnie od tej strony wjeżdżamy do zatoki.

Widzimy naprzód wspaniałą morską latarnię, potem na tle pagórka, na połowie jego wysokości jakby jakiś meczet żółtawy, a w rzeczywistości Notre Dame d’Afriquc. Potem panorama przesuwa się dalej na lewo i odkrywa się St. Eugćne, jedno z przedmieść Algieru, potem szukamy z niecierpliwością miasta.